|
Archiwum
Zakładki:
Blog: the beginning
Blogi
Community
Film
Foto
Gossips
I'm watching
Music
Music News
Taniec
Up to date
Variety
XIĘGA
|
czwartek, 18 marca 2010
środa, 17 marca 2010
czwartek, 31 grudnia 2009
wtorek, 07 lipca 2009
Heineken Open'er 2009
Tą razą Gdańsk okazał się dla mnie wyjątkowo niegościnny, niemiły wręcz, nieprzyjazny. Najpierw oberwanie chmury i popsuta klima w opóźnionym pociagu, potem wiglotny pokój i (jednak) kawał drogi na lotnisko, tłum turystów na Długiej (jednak nie przepadam za Trójmiastem latem), wreszcie bakcyl, dzięki któremu ominęły mnie koncerty Prodigy (DAMN!), Kings of Leon i Santigold (eh). Do tego Wrzeszcz (kaman!)i Morena (and the whole background story). Aha, no i w moim ukochanym sklepie zamiast szynszyli są teraz... tenisówki. A to już jest kropka nad i. Niemniej. Udało mi się zobaczyć White Lies (i wypadli świetnie, lepiej nawet niż na krążku, zdecydowanie, i na ile mi jeszcze gardło pozwalało, a z każdą minutą pozwalało mi na coraz mniej, krzyczałam "Farewell to the Fairground (...) Keep on running, keep keep on running"), Faith No More - absolutnie świetny kontakt z widownią, show genialne - na czele z przeganianiem deszczu (choć nie zostałam do końca, by zobaczyć WL - coś za coś ;/). Fisz Emade Twożywo (na plus), Gaba Kulka (to nie mój klimat, ale miłe zaskoczenie, szczególnie bardzo skromną panią wokalistką), Emiliana Torrini (w porządku, bez wzlotów, bez upadków, taka sympatyczna pani, zupełnie nie gwiazda), Pati Yang (zdecydowanie bardzo na plus, energiczna, dynamiczna, spontaniczna, żywioł na scenie), Maria Peszek (jak to Maria Peszek - w zeszłym roku Tent, w tym otwarcie na Main - i tak trochę nie wiem, czy w Tent nie było lepiej, ale to też i taka rozgrzewka była), Arctic Monkeys (niestety, zgodzić się muszę, iż awaria nagłośnienia wybiła ten koncert z rytmu, a szkoda), Basement Jaxx (równo, nierówno, ale sobie poskakałam, a czasami to wystarcza; choć nawet nie zbliżyli się do poziomu megasuperczarnegowidowiska, jakie w zeszłym roku dał Jay-Z), Moby (solidny, rzetelny, skromny, ale trochę przynudzający i za wiele razy mówił Thank You/Dziękuję; z drugiej strony przerywnik "motherfuckers" zupełnie do niego mi nie spasował), Madness (średnia wieku widowni była zbliżona do średniej wieku wykonawców, pół godziny rock and rolla w sam raz, aczkolwiek - pozytywne pół godziny, może gdyby nie konkurencja, zostałabym dłużej?), Gossip (mnie nie porwał, ale i zarzucić nie mam co). Crystal Castles - co z tego, że muzyka rewelacyjna (bo rewelacyjna! i fajnie na żywo usłyszeć ją), skoro ich nie było widać? Ciemności to zamysł dość nieudany. Duffy - raczej nie zapamiętam tego występu, gdzieś mi tak jednym uchem wpadł, drugim wypadł. Szkoda, że The Kooks nie widziałam, bo, zdaje się, mogliby mnie zachwycić ;-). A o Prodigy to - to chyba wiadomo jak bardzo żałuję. Oj, jak ja chciałam usłyszeć live Invaders must die! No bywa. W kwestii podsumowania... trzeba jechać za rok. Albo Glastonbury? Ktoś chętny? Na wycieczkę? Na NAJfestiwal świata (bo jakoś na Roskilde, nie wiem, ale Glaston - bardzo :-)). POST SCRIPTUM: K. był miły i przewiózł mnie swoją nową furą :-))) Szaleliśmy w Trójmieście! Do disco polo przy molo i nie tylko. Liczyliśmy zielone ciężarówki, snuli opowieści o życiu, miłości i pracy, a do tego wyśmiali chłopców skaczących do ohydnie brudnego morza :P. Szkoda, szkoda, że tak krótko, ale fajnie, że choć tyle się udało!
piątek, 19 czerwca 2009
niedziela, 19 kwietnia 2009
piątek, 03 kwietnia 2009
środa, 18 marca 2009
Dług za 4 grosze nadpłaty
W skrzynce odnalazłam dziś list od dostarczyciela sieci. Że dług mam, że za styczeń nie zapłaciłam. Że natychmiast mam uregulować opłaty *&(()*#)(*#?!?!?! WTF??!?!?! No to dzwonię i się pytam o co chodzi. Zapłacone przecież jest. Pan sprawdza, sprawdza i mówi: fakt - zapłacone. I jest 4 grosze nadpłaty. I z tego powodu system wysłał mi powiadomienie o... długu :P Swoją drogą to nie wiem, jak ja dokonałam tych 4 groszy nadpłaty, ale ;-) LOL Ale w ogóle ten dzień w całości jakiś nie teges był - od samego początku, a jaki będzie koniec? Na razie mi lodowato. LODOWATO!
poniedziałek, 16 marca 2009
Not enough time
Jak się siedzi na FB, to potem nie ma czasu na Bloxa :-). A tak w ogóle to nie ma się czasu. Zasadniczo. I tak.
piątek, 20 lutego 2009
W pracy różne rzeczy się robi
Dziś np., ku mojej wielkiej głupawce, przyszło mi dzwonić do... producentów tego typu kina, które najbardziej interesuje ludzi, które cieszy się większą popularnością niź Hollywood i Bollywood razem wzięte THE PINK ROTFL: http://www.pinkpress.pl/ |